niedziela, 26 października 2014

'Postać Starego Testamentu - Noemi', Tomasz Jacewicz



Postaci Starego Testamentu – Noemi – Kobieta o gorzkiej duszy


Autor: Tomasz Jacewicz

“Nie nazywajcie mnie Noemi, nazywajcie mnie Mara, gdyż wszechmogący napoił mnie wielką goryczą” – Rut 1,20

Jeden z wielkich psalmów przekazanych nam przez autorów biblijnych opisuje fatalny duchowy stan człowieka. Używa on wielu ciężki i trudnych słów w odniesieniu do duszy człowieka. Psalm ten mówi:
-         “łzy są mi chlebem we dnie i w nocy;”
-         “czemu rozpaczasz dusza moja i czemu drżysz we mnie”;
-         “dusza moja smuci się we mnie”;
-         ‘’wszystkie nawałnice i fale twoje przeszły nade mną”;
-         “dlaczego posępny chodzę gdy trapi mnie nieprzyjaciel”.

Wszystkie te ciężkie i straszne słowa zostały napisane przez jednego z psalmistów, pobożnych ludzi z Izraela i odnosiły się do jego duszy. Nie był o poganin nie znający Boga, ale wierzący człowiek z Izraela – ktoś kto wiedział o Bogu.

Jeżeli któreś z tych określeń które u przytoczyłem odnosi się do kogoś z was, jeżeli któryś z was może za psalmistą krzyknąć “chodzę posępny” lub “dusza moja smuci się we mnie” to dzisiejsze przesłanie być może jest skierowanie właśnie do ciebie.

Zacznijmy od słów zapisanych w księdze Rut 1,1-20. Rozważmy tę historię bardzo uważnie.

Oto w Izraelu następuje okres sędziów. Okres bardzo nieudany “każdy w Izraelu czynił co mu się podobało”. W Izraelu zapanowało ogólne rozprężenie i zapanowało bezhołowie. Skutek tego że “każdy robił o co chciał” wśród Żydów wkradły się bardzo poważne grzechy jak np. bałwochwalstwo.

Niestety i dzisiaj wiele zborów ewangelicznych zostało dotknięte tą straszną chorobą, która kiedyś dotknęła Izrael. Jeżeli bowiem w zborze każdy z członków kościoła będzie “robił to co mu się podoba” to skutek będzie jeden: grzech który zabija poszczególnych członków. I mam tu na myśli członków którzy dopiero co się nawrócili.

Skutkiem grzechu w Izraelu, w tym czasie był głód. I oto widzimy pewną rodzinę która postanawia ratować się od nieszczęścia. Która postanawia “wziąć sprawy w swoje ręce”, która nie zamierza się podać się nieszczęściu i walczyć o przetrwanie. Rodzina ta opuszcza wyznaczone miejsce które dał Izraelowi w posiadanie i wyrusza do pogan aby się wśród nich osiedlić. Oczekuje zabezpieczenia swoich fizycznych pragnień i szczęścia.

Niestety nadaremno. Zamiast szczęścia rodzinę zaczyna prześladować dziwny pech. Zamiast poszukiwanego szczęścia i bezpieczeństwa rodzina te zaczynają spotykać nieszczęścia. Umiera Emimelech głowa rodziny, umierają jego dwaj synowie żonaci z pogankami. Nieszczęście, za nieszczęściem. To bardzo tragiczny los. Ktoś spodziewał się bezpieczeństwa a spotkało go nieszczęście.

Żona Emimelecha nosiła piękne żydowskie imię Noemi. Musimy pamiętać że imię w kulturze Bliskiego wschodu miało wielkie znaczenie. Imię oznaczało pewną duchową rzeczywistość dotyczącą noszącego dane imię. I tak np. imię Samuel oznaczało: od Pana go wyprosiłem.

Imię Noemi można przetłumaczyć jako piękna. I sądzę że w ten historii nie jest to przypadek. Sądzę że imię to oznaczało że Noemi tu przedstawiona była cząstką świętej oblubienicy Bożej Izraela. Jak cząstka oblubienicy Bożej dziedziczyła wszystkie obietnice którymi Bóg obdarzył Izraela, wraz z błogosławieństwem dotyczącym zamieszkiwania w ziemi Izraela. Sądzę że dlatego dla Boga Noemi była piękna. Jej imię obrazowało stosunek Boga do Izraela.

Na końcu czytamy że kiedy ta biedna kobieta wraz z Rut wróciła do Betlejem mało kto ją rozpoznał. Ludzie pytali “Czy to jest ta Noemi która kiedyś odeszła od nas ? Czy to jest ona ?”. Ludzie nie mogli jej rozpoznać. Bardzo się zmieniła. Bardzo. Zmieniła się tak bardzo że nie była już Noemi – piękna ale Mara – gorzka. Wraz ze zmianą imienia zmieniła się jej duchowa rzeczywistość.

Nowe imię Mara – Gorzka oznaczało dla tej kobiety nową duchową rzeczywistość. Jak moglibyśmy ocenić jej stan duchowy która w tej chwili ją charakteryzował? Jak moglibyśmy go nazwać. Używając słów z wiedzy encyklopedycznej możemy chyba powiedzieć że Mara - Gorzka cierpiała na “natrętne przygnębienie i zahamowanie czynności psychicznych powstałe na skutek odniesionych urazów psychicznych”. Mówiąc zaś biblijne jej dusza napełniła się goryczą do tego stopnia że:
-         ludzie którzy ją otaczali w Betlejem nie mogli jej rozpoznać kiedy do nich wróciła;
-         ona sam widząc swój stan duchowy zmieniła swoje imię aby jakby zademonstrować swój stan;

Zwrócimy uwagę na wersety 20 i 21. One właśnie odgrywają tu rolę zasadniczą. Mam poważne pytanie “Czy Mara tu mówi prawdę i to w rzeczywistości to Bóg napełnił duszę jej gorzkością ? Czy uczynił to Bóg”. Mówiąc inaczej: “Czy to Bóg napełnił ją goryczą”?

Chciałbym aby to pytanie zaświsnęło teraz nad nami aby każdy mógł w swoim sumieniu je rozważyć.

Teraz chciałbym zrobić coś co jak się niedawno dowiedziałem od jednego z braci ze zboru nazywają w stanie Teksas w USA ‘’alegoryzacja’’. Termin ten oznacza jakaś historia, w tym wypadku historia Noemi ma oprócz znaczenia dosłownego także znaczenie symboliczne możemy stosować do swojego życia.

Alegorią jest więc na przykład zastosowanie wizji proroka który miał zjeść niezwykły zwój który ukazał mu Bóg do zachęcania nas do pogłębionego czytania Słowa Bożego.

Kiedy więc dowiedziałem się do jednego z braci czasami alegoryzuje historię z Biblii poczułem się jak ten bohater ze sztuki Moliera który nagle dowiaduje się że całe życie mówi proza i jest tym faktem bardzo zdziwiony, i bardzo z tego zadowolony.

Zalegoryzmujmy zatem tą historię i postarajmy się wyciągnąć z tego jakiś sens symboliczny, Noemi opuściła soje miejsce które Bóg dla niej przeznaczył w celu zaspokojenia własnych potrzeb -  w tym wypadku głodu. Opuściła Izrael w poszukiwaniu bezpieczeństwa i szczęścia dla siebie i swojej rodzina. Ale to co znalazła było to nieszczęście i śmierć. Z pięknej Noemi przekształcała się w gorzką Marę.

Po pierwsze więc i ty będziesz kuszony do opuszczenia swojego Boga. Diabeł będzie do ciebie przychodził i mówi “Twoje potrzeby nie są realizowane?” “Boga nie obchodzi to że czegoś potrzebujesz ?” i “Bóg zapomniał o twoich potrzebach ?”. Diabeł może cię kusić w różnych sferach  twego życia np. w sferze materialnej.

Może wskazywać twoje ubóstwo i może cię pytać “Dlaczego jest tak że każdą złotówkę muszę obracać pięć razy zanim ją wydam, dlaczego Bóg nie dba o swego wiernego sługę ?”. Kiedy chrześciajna słyszy takie kuszenie bezradnie rozkłada ręce i zaczyna się zastanawiać na tym kuszeniem. I wtedy przegrywa.

Chrześcijanin powinien krzyknąć “szukać będę najpierw królestwa Bożego, a wszystko inne będzie mi dodane”.

Młodzi chrześcijanie mogą być kuszeni w sferze seksualnej. Diabeł może kusić “Dlaczego Bóg nie dał mi jeszcze żony lub męża? Czy nie jest to coś co mi się należy ?”

Taki sfer w których diabeł może cię kusić od odstąpienia od Boga i Jego woli może być wiele.

Sądzę że Noemi była kuszona w ten sposób “Będziesz cierpiała głód, Bóg na pewno nie zatroszczy się o ciebie i twoją rodzinę”. Noemi usłuchał tego kuszenia. Jeżeli i my go usłuchamy może nas czekać to co spotkało Noemi.

Po drugie rodzina Noemi poszła do Moabu. Maob był zaciekłym wrogiem Izraela z którym toczył on wiele wojen. Moab powstał z kazirodczego związku Lota z jedną z jego córek. Moab był krajem pogańskim.

Chcę powiedzieć że może być ci przedstawiona oferta rozwiązania twoich wszelkich problemów.

Jeżeli jesteś kuszony w sferze materialnej może być to nowy, efektywny sposób zarabiania pieniędzy. Może niezbyt legalny i niezbyt moralny ale całkiem przyjemny. Jeżeli jesteś kuszony w sferze seksualnej może być to interesujący niewierzący mężczyzna lub kobieta.

Najpierw możesz być kuszony co do swojej nie zaspokojonej potrzebie a następnie diabeł przedstawi swoje jej rozwiązanie. Spójrzmy na kuszenie Jezusa w Łukasza 4,1-6. Jezus pościł 40 dni, więc diabeł kusił w zakresie potrzeby głodu. Diabeł też oferował władzę Jezusowi na wszystkimi królestwami. Zamiast ciężkiego życia i śmierci diabeł oferował łatwe zwycięstwo bez wysiłku i ofiary.

Musimy pamiętać że oferta diabła będzie zawsze przyjemna i słodka. Autor listu do Hebrajczyków mówi o przemijające rozkoszy grzechu. Nie możesz oczekiwać że diabeł będzie cię kusił do złego w otwarty sposób. Nie on będzie mówi “to jest dobre, to ci nie zaszkodzi”.

Interesujący niewierzący mężczyzna lub kobieta w rzeczywistości będzie interesująca i ciekawa, tylko że będzie niosła za sobą śmierć. Nowa niezbyt legalna ale popłatna praca będzie popłatna i przyjemna, ale będzie za sobą niosła śmierć.

Aby to zobrazować przytoczę pewien obraz. Byłem niedawno z przyjaciółmi na pikniku nad jednym ze szczecińskim jeziorze, na którym był bardzo fajnie. Jedyny kłopot jaki mieliśmy to bardzo wiele os które wszędzie latały i nam przeszkadzały. Ktoś zaproponował aby gdzieś z boku postawić niewielkie naczynie z wodą wraz z rozpuszczonym w niej cukrze. Słodka woda miała skusić osy do tego aby tam przylatywały i tam się utopiły. Na koniec dnia spojrzałem do tego naczynia. W niewielkim naczyniu było kilkanaście martwych os i ciągle nadlatywały nowe aby zakończyć swoje krótkie życie.

Podobnie jest z grzechem. Jest słodki i przyjemny ale niesie za sobą śmierć. Ludzie lecą do niego aby zjeść trochę cukru i umierają.
Taki więc:
-         po pierwsze diabeł będzie cię kusił na podstawie swoich nie zaspokojonych potrzeb;
-         po drugie zostanie ci przedstawiona oferta aby poszedł do Moabu jak to uczyniła Noemi z rodziną;
-         po trzecie jeżeli już wyruszysz z drogę to w najlepszym razie zamienisz się Marę – gorzką;

Jeżeli opuścisz Jezusa Chrystusa i Jego wole mogę cię zapewnić że nie odnajdziesz tego czego szukasz. To co wydawało ci się takie atrakcyjne zamieni się w tragedię. Atrakcyjny partner okaże się draniem, a popłatna praca okaże się pracą dla dziurawego worka. Tylko będąc z Chrystusem możesz odnaleźć prawdziwe zaspokojenie swoich potrzeb.

Ale największe zmiany nastąpią w twoim sercu. Zamiast radości pojawi się smutek. Będziesz chodził “posępny gdyż trapić cię będzie nieprzyjaciel”, łzy będą twoim chlebem we dnie i w nocy, zgorzknienie odbierze ci chęć do życia. Zgorzknienie zabierze ci twoją służbę w kościele i błogosławieństwo jakim możesz dzielić innymi w kościele.

To wszystko może być rezultatem odstąpienia od Boga.

Przeczytajmy teraz Hebrajczyków 12,15-17.

Ten stan duchowy ten korzeń gorzkości nie rośnie sobie ot tak w człowieku. To nie jest tak że zgorzknienie od tak sobie nagle powstaje. To dzieje się na skutek tego że ktoś przebywa z dala od Boga, że ktoś tak jak rodzina Noemi poszła do Moabu. To jest przyczyna. Przyczyną jest oddalenie od Boga. Ktoś kto codziennie nie przychodzi przed tron Boga, ktoś kto codziennie nie zastanawia się jaka jest wola Boża względem jego życia, ktoś kto nie uczestnicy w spotkaniach swojej społeczności, wreszcie ktoś kto przedkłada oglądanie głupawej telewizji nad słowo Boże będzie stopniowo odsuwał się od swojego Boga. Stopniowo będzie tracił z nim żywą relacje. I w takiej osobie zacznie narastać korzeń gorzkości. Bóg będzie napełniał jego duszę gorzkością. Tak jak to się stało z Noemi.

Zgorzknienie otwiera drzwi dla grzechu aby mógł się on wśliznąć do życia jakiejś osoby. Zgorzknienie często zadamawia się w duszy człowieka, kiedy czuje się on pozbawiony uznania lub zaszczytu na który według niego zasługuje. Żal nad samym sobą usadawia się w osobie i świadomie lub nie, zaczyna szukać powodów na to, aby pozyskać uwagę i pokazać dary, jakie według niej posiada.

Zgorzknienie to sposób myślenia człowieka powiązany z jego pychą i egoizmem, może być ono nakierowane na Boga lub kogoś kogo on obdarzył autorytetem w zborze. Zgorzknienie jest często reakcją na domniemaną niesprawiedliwość jaką dotknęła daną osobę. Zgorzknienie prowokuje do sprzeciwu wobec osoby dopuszczające się tej niesprawiedliwości oraz całej społeczności.

Zgorzknienie jest naprawdę grzechem. Głęboko niszczy człowieka i prowadzi do go do bezbożności. Tak jak każdy grzech potrzebna jest pokuta i boże przebaczenie.

Zgorzknienie rodzi gorzki owoc. Może zrodzić niemoralność, gniew i niechęć. Zgorzknienie prowadzi do zaburzenia relacji człowieka z innymi chrześcijanami.  Ale co najgorsze zgorzknienie jest zakaźne. Duch zgorzknienia zaraża osoby które cię otaczają. List Hebrajczyków mówi o “kalaniu się wielu”.

To bardzo istotna sprawa. Sądzę że to kalanie się wielu o którym tu czytamy jest wielkim problemem wielu zborów ewangelicznych chrześcijan. Jak rozumieć ten ciekawy termin?

Czasami taki korzeń gorzkości narasta w człowieku który od lat uczęszcza do zboru, i wreszcie nadchodzi moment eksplozji wszystkich złych uczuć zgromadzonych w takim człowieku. Wtedy to ludzie z jego otoczenia otrzymują świadectwo nie tylko o człowieku z którego te złe emocje i zgorzknienie eksplodowały, ale też o społeczności w której przebywa. Otrzymują też świadectwo o Chrystusie Jezusie.

Imię Mara pochodzi z II Księgi Mojżeszowej 15,22-27. Przeczytajmy ten fragment. Ten fragment też alegoryzujmy. Imię Mara pochodziła do gorzkiego źródła które Izrael znalazł w drodze do Ziemi Obiecanej. Taki właśnie źródłem możesz być ty. Z twojego wnętrza może wypływać smutek, zgorzknienie i grzech. Ludzie w kościoła którzy cię otaczają nie będą mogli korzystać z błogosławieństwa jakim mógłbyś dla nich być, tak jak Izrael nie mógł pić ze źródła z pustyni Szur. Możesz być źródłem z którego wypływa gorzka woda.

Tylko że nie jest to wola Jezusa Chrystusa. To nie jest wola Jezusa Chrystusa. On powiedział “Ja przyszedłem aby miały życie i obfitowały”. To jest wola Boża względem chrześcijan – życie i to życie w obfitości a nie życie w smutku i zgorzknieniu.

Gorzkie źródło na pustyni Szur stało się jednak źródłem słodkim. Stało się to kiedy Żydzi rzucili do niej drzewo które wskazał im Bóg.

Dzisiaj drzewem które wskazuje nam Bóg jest Jezus Chrystus. Punktem zwrotnym dla gorzkiego korzenia rosnącego w sercu człowieka jest Jezus Chrystus. Jedynie On jest Naszym Lekarzem, który może nas uwolnić od zgorzkniałego serca. Tylko On może nas zawrócić z naszych buntowniczych dróg tylko On może zbuntowane i zgorzkniałe serce może zostać przemienione w serce dobre i posłuszne.

Przeczytajmy jeszcze ks. Rut 4,14.15

Trzeba tak jak to zrobiła to Mara wrócić do Betlejem. Bóg pobłogosławił rodzinie Mary, dał jej synową która ją miłowała, urodził się jej wnuk który był jej odkupicielem, wiele lat później narodził się pewien poeta dzięki któremu wiem że “Pan jest pasterzem moim i niczego mi nie braknie” a wiele set lat później w jej rodzinie urodził się nasz wykupiciel Jezus Chrystus.

Bóg błogosławił Noemi po jej powrocie do Betlejem, i tobie będzie jeżeli tam wrócisz.



'Halloween' Katarzyna Korczewska-Pietrus

Czy zastanawiałeś się co mówi Biblia o coraz popularniejszej w Polsce tradycji jaką staje się święto duchów - Halloween ?

    W artykule tym znajdziesz zarówno informacje skąd się wywodzi to święto jak jest obchodzone oraz co mówi na ten temat Słowo Boże.


                 Halloween – korzenie

        Geneza współczesnego święta Halloween sięga około dwóch tysięcy lat wstecz. Łączy w sobie wpływy różnych obyczajów, począwszy od celtyckiego dnia ducha pustkowia i złych mocy – Samhaina, poprzez rzymskie święta bogini urodzaju Pomony, aż do chrześcijańskiego dnia Wszystkich Świętych i katolickich Zaduszek.

        Celtowie

        Na arenie historii pojawili się w IV w. p.n.e., początkowo zasiedlając południową część Europy Środkowej (dzisiejsze: Czechy, zachodnie Węgry, wschodnią Austrię i Bawarię), skąd rozprzestrzenili się na zachód – do wybrzeża Atlantyku i w głąb Hiszpanii, w kierunku północnym – na Wyspy Brytyjskie, na południe – do Italii i na wschód – wzdłuż Dunaju, aż do Galacji w Azji Mniejszej (III–II w. p.n.e.). Społeczeństwo Celtów składało się z trzech głównych warstw społecznych: rolników, wojowników i kapłanów, których określano mianem druidów. Religia celtycka była religią przyrody, co w praktyce oznaczało kult natury, np. rzek, studni czy świętych drzew (dąb, jemioła). Poszczególne plemiona posiadały lokalne bóstwa, jednak istniały również  ponadplemienne kulty, m.in. słońca i Samhaina – boga zmarłych, którego święto obchodzono w nocy z 31 października na 1 listopada. To właśnie ono stanowi źródło tego, co dzisiaj znane jest pod nazwą Halloween.

        Druidzi

        Byli kastą okultystycznych kapłanów celtyckich, zrzeszonych w międzyplemienny zakon z siedzibą w Brytanii. Oprócz funkcji duchownych (wierzyli np. w wędrówkę dusz) sprawowali funkcje sędziów i lekarzy, zajmowali się również obserwacją gwiazd oraz uprawianiem magii.        Rokrocznie w dniu 31 października druidzi wyruszali w odwiedziny do okolicznych domostw, domagając się poczęstunku (według niektórych źródeł żądanie dotyczyło wydania im młodej dziewczyny, która miałaby być spalona w ofierze dla Samhaina). Jeżeli ofiara zadowoliła kapłanów,         zapalali przed domem świecę uczynioną z ludzkiego tłuszczu i wkładali ją do wyrzeźbionej w rzepie „głowy Jacka O-Lanterna” [1], co miało chronić domowników przed atakami demonów. Jeśli rodzina nie mogła spełnić żądań druidów, wówczas odprawiali nad domem okultystyczne sztuczki, co przetrwało do dziś jako halloweenowe TRICK OR TREAT (sztuczka albo poczęstunek), wypowiadane przez dzieci w celu zdobycia łakoci. Niezadowoleni z ofiary kapłani mogli na drzwiach wejściowych domu zawiesić heksagram, stanowiący zaproszenie dla Samhaina i jego demonów do złożenia nocnej wizyty mieszkańcom domostwa.

        Święto Samhaina

        Było największym świętem Celtów; oznaczało koniec lata. Do tego czasu należało zakończyć wszystkie stare sprawy: zebrać zbiory, spędzić bydło z pastwisk, ubić nadmiar zwierząt, zapłacić trybuty i zwrócić długi. Celtowie traktowali noc 31października jako „czas bez czasu”. Wieczorem         kończyło się lato i stary rok, zaś zima i nowy rok zaczynały się o świcie, więc 12 nocnych godzin nie należało ani do zimy, ani do lata. Przez ten okres nic nie oddzielało świata ziemskiego od zaświatów, a to sprzyjało spotkaniom żywych i umarłych. Wierzono, że Samhain, bóg śmierci, kontrolował duchy umarłych i pozwalał spoczywać im w spokoju albo kazał pokutować za grzechy. W tę szczególną noc sprowadzał na ziemię dusze złych zmarłych, którzy odeszli podczas minionego roku, żeby spłacili dług za swoje złe czyny. W tym celu umieszczał dusze w ciałach zwierząt tym bardziej prymitywnych, im więcej grzechów znajdowało się na ich koncie (duchy zmarłych musiały np. pełzać po ziemi). Tylko Samhain miał prawo sądzić i wydawać wyrok odnośnie do ich dalszego losu oraz tego, w jaki sposób mieli dalej egzystować, czy to w ciele zwierzęcia, czy w ciele niebieskim w niebie. Celtowie wierzyli, że składając dary i ofiary są w stanie przebłagać boga śmierci za swoje grzechy i sprawić, że dusze będą mogły osiągnąć niebiańską nagrodę. Wierzono również, że razem z Samhainem wędruje w ową noc na ziemię jego przyboczna straż – wróżki, chochliki, gnomy itp. Spodziewano się prześladowań z ich strony i by ukryć się przed nimi, przebierano się w skóry zabitych wcześniej zwierząt, wierząc, że złe duchy zobaczywszy przebierańca, pomyślą sobie, że to także pokutujący i zostawią go w spokoju. Innym rodzajem ochrony przed mocami ciemności był zwyczaj palenia przez druidów ogromnych ognisk na szczytach wzgórz, w dąbrowach leśnych (określanych jako święte gaje), co zapewnić miało przybycie dobrych duchów i oddalenie złych. Tych samych ognisk używano jednocześnie do         oddawania czci bogu słońca, uważanego przez Celtów za najlepszego przyjaciela, który dając wzrost zbożu, umożliwia ludziom dostatnią egzystencję. Wierzono, że nocą 31 października słońce stacza walkę z zimą i złe duchy czają się wokół, powodując, że bóg słońca traci moc, a bóg śmierci staje się silniejszy. Paląc ognie chciano wzmacniać osłabione słońce i dodawać mu sił do walki z ciemnością i zimnem zimy. Druidzi mieli zwyczaj odbywania tańca wokół ogni, a później – aż do         świtu, siedzieli przy ogniach i prosili słońce o zwycięski powrót. Następnego ranka – 1 listopada (celtycki Nowy Rok) – zabierali z ognisk kloce żarzącego się jeszcze drewna, aby przekazać każdej rodzinie nowe ognie do rozniecenia w domowych paleniskach (31 października wygaszano         ogień w domach aż do świtu 1 listopada, żeby złe duchy przypadkowo nie pojawiły się w obejściach przyciągnięte światłem paleniska). Wierzono, że nowe ognie przyniosą domowi powodzenie i ochronę od demonów. Tego dnia składano również ofiary dla słońca, najczęściej konie, ale zdarzali         się i ludzie, przeważnie kryminaliści, których palono zamkniętych w wiklinowej klatce pokrytej słomą. Rzymianie zakazali tych praktyk, ale do roku 400 n.e. wciąż jeszcze składano ofiary z koni.         Podczas pierwszego stulecia naszej ery Rzymianie zaczęli podbijać sąsiadujące z Imperium krainy, co zaowocowało przeniesieniem na tereny zamieszkane przez społeczności celtyckie szeregu rzymskich wierzeń i zwyczajów. Jednym z nich były obchodzone około 1 listopada – święta         Pomony, bogini owoców, drzew i ogrodów. Rzymianie mieli zwyczaj dziękować Pomonie za dobre żniwa przez przynoszenie do jej świątyni jabłek i orzechów. Był to również czas festynów i igrzysk sportowych. Z biegiem lat święta: Pomony, Czuwania Samhaina i celtyckiego Nowego Roku, zamieniły się w jedno doroczne, kulturalne święto, a przełom października i listopada stał się czasem gier, zabaw i rytuałów zawierających między innymi elementy przebierania się za demony i         praktykowanie przepowiadania przyszłości. Zwolennicy wróżbiarstwa uważali ten wieczór za czas największych sukcesów wierząc, że właśnie wtedy przychodzą na ziemię diabeł i demony, aby sprzyjać ich okultystycznym wysiłkom. Mieli ulubione miejsca spotkań, np. w Szwecji –         Blocksberg, we Francji las Ardennes, w Anglii stare, zrujnowane, święte miejsca (opuszczone budynki kościelne, opactwa itd). W IX stuleciu Kościół rzymskokatolicki (w osobie papieża Grzegorza IV w 834 r. n.e.) ustalił 1 listopada Dniem Wszystkich Świętych. Postanowiono, co roku tego dnia, czcić wszystkich świętych, którzy nie posiadali własnego święta. Poprzez ustanowienie w dniu 1 listopada pobożnej ceremonii, ówcześni liderzy kościelni mieli nadzieję zastąpić nią ciągle praktykowane czary i pogańskie rytuały. Święto nazwano All Hallows E’en (ang. Wieczór Wszystkich Świętych), w skrócie Halloween.
        Kościoły: katolicki, episkopalny i luterański, obchodzą do dziś święto zmarłych 1 listopada jako dzień Wszystkich Świętych. Kościół katolicki ponadto 2 listopada obchodzi Dzień Zaduszny, zapoczątkowany w 988 r. n.e. przez piątego opata klasztoru benedyktyńskiego w Cluny (Francja) i         wkrótce przejęty przez wszystkie klasztory Benedyktynów, a od XIII wieku uznany za powszechne święto katolickie. W The Encyclopaedia Britannica czytamy: „Zaduszki (...) ustanowiono w         Kościele rzymskokatolickim ku pamięci zmarłych w wierze. To święto opiera się na nauce, że dusze wiernych, którzy przed śmiercią nie zostali oczyszczeni z grzechów powszednich lub nie odpokutowali za dawne wykroczenia, nie mogą oglądać Boga, ale można im pomóc przez modlitwę i ofiarowanie mszy. (...) Niektóre popularne wierzenia związane z Dniem Zadusznym wywodzą się z pogaństwa i sięgają zamierzchłej przeszłości. Dlatego w wielu krajach katolickich mieszkańcy wsi wierzą, że w noc poprzedzającą Zaduszki zmarli wracają do swych dawnych domów i spożywają         potrawy przygotowane przez żywych” (1910, t. I, s. 790). The Encyclopaedia Americana podaje, że: „Ślady zwyczajów związanych z dniem Wszystkich Świętych można znaleźć w ceremoniach druidów z czasów przedchrześcijańskich. Celtowie obchodzili święta ku czci dwóch głównych         bóstw: boga słońca i boga zmarłych (zwano go Samhain), którego święto przypadało na dzień 1 listopada, początek celtyckiego nowego roku. Święto zmarłych stopniowo włączono do rytuałów chrześcijańskich” (1997, t. 13, s. 725). Na podobne pochodzenie wskazano też w książce The Worship of the Dead (Kult zmarłych): „Do mitologii wszystkich starożytnych ludów wplecione         są wydarzenia związane z potopem (...). Znaczenie tego argumentu podkreśla fakt, że ku pamięci tego wydarzenia obchodzą wielkie święto zmarłych nie tylko ludy mniej lub więcej ze sobą powiązane, lecz także te, które dzielą ocean i całe stulecia. Ponadto wszyscy obchodzą to         święto dokładnie lub mniej więcej w tym samym dniu, w którym według sprawozdania Mojżesza rozpoczął się potop, tzn. siedemnastego dnia drugiego miesiąca – miesiąca odpowiadającego w przybliżeniu naszemu listopadowi”. (J. Garnier, Londyn 1904, s. 4). Tak więc w rzeczywistości         początek temu świętu dało składanie hołdu ludziom, którzy za dni Noego zginęli w kataklizmie potopu.

        ŚWIĘTO ZMARŁYCH W POLSCE

        Do początku XX w. w Polsce (na terenach wiejskich) istniał zwyczaj Przygotowywania w dniu 31 października różnych potraw. Pieczono chleby, gotowano bób i kaszę, a na wschodzie kutię z miodem i wraz z wódką pozostawiano je na noc dla dusz zmarłych (prawosławni na grobach,         katolicy na domowych stołach). Wieczorem zostawiano uchylone drzwi wejściowe, aby dusze zmarłych mogły w swoje święto odwiedzić dawne mieszkania. Był to znak gościnności, pamięci i życzliwości, w zwyczaju było również nawoływanie zmarłych po imieniu. Wierzono, że dusze         doświadczają głodu i pragnienia, potrzebują wypoczynku i bliskości krewnych. Obowiązkiem żywych było zaspokojenie tych pragnień, gdyż obrażone czy rozgniewane mogły straszyć, wyrządzić szkody, sprowadzić nieszczęście czy przedwczesną śmierć. Po zapadnięciu zmroku, przez dwa kolejne dni: 1 i 2 listopada, zabronione było klepanie masła, deptanie kapusty, maglowanie, przędzenie i tkanie, cięcie sieczki, wylewanie pomyj i spluwanie, aby nie rozgnieść, nie skaleczyć i nie znieważyć odwiedzającej dom duszy. W całej Polsce ugaszczano obficie żebraków i przykościelnych dziadów, ponieważ wierzono, że ich postać mogła przybrać         zmarła przed laty osoba. W zamian za jadło zobowiązani byli do modlitwy za dusze zmarłych.

        Tradycja palenia zniczy

        W noc zaduszną, aż do świtu, na cmentarzach, rozstajach i w obejściach, rozniecano ogniska, których zadaniem było wskazywanie drogi błąkającym się duszom. Popularne było również palenie ognisk na mogiłach samobójców i ludzi zmarłych tragicznie, którzy zwykle byli grzebani za murem         cmentarnym. Chrust na te ogniska składano w ciągu całego roku (ten, kto przechodził obok, kładł obok grobu gałązkę i w ten sposób tworzył się stos do spalenia w noc zaduszną). Wierzono, że ogień palony na grobach samobójców ma moc oczyszczającą umarłych, daje również ochronę żywym przed złymi mocami, które mogły być obecne w takich miejscach. Nauka Kościoła katolickiego nałożyła się na te wierzenia, nakazywano modlić się za zmarłych, bo modły i ofiary składane kapłanom w ich intencji miały skracać cierpienie dusz przebywających w czyśćcu i         zapewniać im wieczny spokój. Zgodnie z tym nauczaniem, zmarli po odbyciu oczyszczającej pokuty mogli orędować za żywymi w ich ziemskim życiu i w godzinie śmierci.


        ŚWIĘTO ZMARŁYCH W MEKSYKU

        Meksykańskie obrzędy ku czci zmarłych trwają dłużej niż w Polsce i mają nieco odmienny charakter. Na mniej więcej dwa tygodnie przed świętami pojawiają się w sprzedaży szkieleciki, trupie czaszki, maski śmierci i upiorów. Kupowane do konsumpcji, dekoracji i na prezenty, wytwarzane są z cukru, czekolady, ciasta, gumy do żucia, gipsu, plastiku, drewna. Mają napisy: „Już wkrótce”, „Czy mnie poznajesz?”, „Oczekuję cię”, „Przytul mnie”„Przyjemnego wypoczynku” itp. Większe sklepy i centra handlowe przygotowują cmentarne wystawy (trumny, demony, trupy),   Pod koniec października w meksykańskich domach rozpoczyna się wielkie sprzątanie, w ten sposób rodziny przygotowują pomieszczenia do wizyty dusz zmarłych krewnych. 31 października w domu lub na patio wznosi się tzw. ofiarę, przeznaczoną dla dusz zmarłych. Rodziny spotykają się na         wspólnej kolacji. Na ścianie pokoju zawieszane są obrazki świętych, a pod nimi ustawiany stół przykryty obrusem, na którym umieszcza się lichtarze ze świecami, kadzielnice z copal (kadzidło z żywicy sosny ocote), figurki świętych i aniołków, wazony z kwiatami oraz naczynia z         potrawami, a na kwietnym łuku zawiesza owoce i słodycze. Jest to pokarm dla dusz, które po przebyciu długiej drogi z zaświatów będą bardzo głodne. Według wierzeń są niewidzialne i żywią się tym, czego nie widać  – woniami i fluidami czekających na nie potraw. Zgodnie z wierzeniami, na ziemię najpierw przybywają dusze zmarłych dzieci, zwane aniołkami. Na stole Meksykanie stawiają więc to, co lubią dzieci: słodkie napoje, np. czekoladę czy przypominające nasz budyń         atole, ugotowane kolby kukurydzy itd. Aniołki odchodzą z domów następnego dnia, zwykle w południe, co również oznajmiają kościelne dzwony. Zbliża się czas przybycia dusz dorosłych, należy więc zmienić ofiarę, ustawiając na stole przysmaki dorosłych. Pozostają owoce, czaszki z cukru i inne słodycze oraz napoje gazowane, bo w nich także gustują dorośli. Dostawia się natomiast popularnego w całym Meksyku indyka lub kurczaka w mole – pikantnym sosie czekoladowym, a także tortillas i tamales, wypełnione ostro przyprawionymi farszami, czy         specjalnie przygotowaną wieprzowinę. Nie może również zabraknąć papierosów i napojów alkoholowych, także tych tradycyjnych, niskoprocentowego, podobnego do piwa pulque, oraz wódek (tequila i mezcal). Na koniec zapala się kadzidło i każdemu ze zmarłych jedną dużą         świecę. Gdy rodzina pragnie w szczególny sposób uczcić pamięć jakiejś osoby, wtedy – podobnie jak w wypadku dzieci – stawia jej fotografię, a w pobliżu ołtarzyka zawiesza rzeczy należące do zmarłego. 1 listopada po południu rodziny udają się na cmentarze, aby ozdobić groby kwiatami i charakterystycznymi wieńcami z liści palm. Dbałość o grób to honor żyjącej rodziny. W dzień zaduszny przynosi się pokarmy, przy grobach znajdują się zabawki, ubranka, buty zmarłych. Pobyt na cmentarzu to nie tylko wspominanie tych, co odeszli, to również długie rozmowy z krewnymi i znajomymi oraz okazja do ponownego kontaktu ze zmarłymi, polegającego na prowadzeniu rozmów z nimi czy śpiewaniu ich ulubionych piosenek. Wieczorem wszyscy ponownie przybywają na cmentarz i zapalają świece. Zbliża się czas odejścia dusz zmarłych – blask migoczących świec i zniczy oświetla im drogę powrotną. W nocy cmentarz powoli pustoszeje. Następnego dnia od rana zaczynają się przygotowania do wymiany ofiar. Z ołtarzyka zbiera się jedzenie oraz napoje – część przeznaczana jest dla członków najbliższej rodziny, reszta zostanie podarowana dalszym krewnym         i powinowatym. Często wymieniane dary cała bliższa i dalsza rodzina spożywa razem podczas wspólnej kolacji.

        AMERYKA, AUSTRALIA I KRAJE ANGLOSASKIE

        Halloween stanowi tam jedno z najważniejszych i hucznie obchodzonych świąt, a przez  władze Irlandii ustanowione jest nawet świętem państwowym. Do dziś w Irlandii obowiązuje zasada, że po 1 listopada nie zbiera się dzikich owoców, bo mogą być zatrute. W wiejskich regionach Szkocji, Anglii, Walii i Irlandii w przeddzień 1 listopada sprząta się całe         mieszkanie, gasi ogień pod kuchnią, a gospodynie wykładają jedzenie i napoje, po czym wszyscy kładą się spać. W aglomeracjach miejskich Halloween przyjął formę tradycyjnego chodzenia         od domu do domu przebranych w demony, wróżki, chochliki i inne straszydła dzieci z zawołaniem: TRICK OR TREAT, które to jest hasłem do obdarowywania ich przez sąsiadów orzechami, owocami, ciastkami, cukierkami itp.
Dorośli świętują ten wieczór w formie balów przebierańców (dominują wiedźmy, nietoperze, duchy, szkielety czy potwory z dziecięcych kreskówek) i hucznych przyjęć połączonych z różnymi obrzędami okultystycznymi, np. wróżeniem (lanie wosku i ołowiu) czy wywoływaniem         duchów. Modne jest również ubieranie domów w cmentarne scenerie (np. wieszanie kościotrupów na przydomowych drzewach), a obowiązkowo przed każdy dom wystawia się na całą noc dynię, wyżłobioną tak, aby imitowała czaszkę, a w jej środku umieszcza się zapaloną świeczkę lub latarenkę. Większość ludzi obecnie świętujących Halloween uważa, że to jedynie „dobra zabawa”. Prawda jest jednak taka, że biorąc w niej udział lub pozwalając na to swoim dzieciom, kultywują prastare pogańskie obrzędy łączące w sobie demoniczne praktyki, co nazwane jest w Piśmie Świętym bałwochwalstwem.

        CO MÓWI BIBLIA?

            1. Bóg zabrania jakichkolwiek praktyk wywoływania duchów, wszelkich prób nawiązywania kontaktu z nimi:

            5 Mojż. 18:10-14 Niech nie znajdzie się u ciebie taki, który przeprowadza swego syna czy swoją córkę przez ogień, ani wróżbita, ani wieszczbiarz, ani guślarz, ani czarodziej, 11. Ani zaklinacz, ani wywoływacz duchów, ani znachor, ani wzywający zmarłych; 12. Gdyż         obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni, i z powodu tych obrzydliwości Pan, Bóg twój, wypędza ich przed tobą. 13. Bądź bez skazy przed Panem, Bogiem twoim, 14. Gdyż te narody, które ty wypędzasz, słuchają wieszczbiarzy i wróżbitów, a na to Pan tobie nie pozwolił.


            2. Dusze zmarłych są oddzielone od żywych i tylko Bóg ma prawo ingerować w ich świat:

            Izaj. 26:14 Umarli nie ożyją, duchy zmarłych nie wstaną z martwych, dlatego że nawiedziłeś ich i zniszczyłeś, i zatarłeś wszelką pamięć o nich.
            Łuk. 7:14-15 I podszedłszy, dotknął się noszy, a ci, którzy je nieśli, stanęli. I rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię: Wstań, 15. I podniósł się zmarły, i zaczął mówić. I oddał go jego matce.
            Łuk. 16:26 I poza tym wszystkim między nami a wami rozciąga się wielka przepaść, aby ci, którzy chcą stąd do was przejść, nie mogli, ani też stamtąd do nas nie mogli się przeprawić.


            3. Zmarli należą do Boga i na wyraźny rozkaz Boży zostaną w swoim czasie wzbudzeni, by powstać na sąd i wieczne potępienie, czy do życia  wiecznego:

            Izaj. 26:19 Ożyją twoi umarli, twoje ciała wstaną, obudzą się i będą radośnie śpiewać ci, którzy leżą w prochu, gdyż twoja rosa jest rosą światłości, a ziemia wyda zmarłych.
            Obj. 20:12-15 I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem; i księgi zostały otwarte; również inna księga, księga żywota została otwarta; i osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach. 13. I wydało morze umarłych, którzy w nim się znajdowali, również śmierć i piekło wydały umarłych, którzy w nich się znajdowali, i byli osądzeni, każdy według uczynków swoich. 14. I śmierć, i piekło zostały wrzucone do jeziora ognistego; owo jezioro ogniste, to druga śmierć. 15. I jeżeli ktoś nie był zapisany w księdze żywota, został wrzucony do jeziora ognistego.


        ZACHĘTA DLA KOŚCIOŁA

            Jer. 10:2-5 Tak mówi Pan: Nie wdrażajcie się w zwyczaje narodów, nie lękajcie się znaków niebieskich, chociaż narody się ich lękają! Gdyż bóstwa ludów są marnością. Są dziełem rąk rzemieślnika pracującego dłutem w drzewie, ściętym w lesie, Które przyozdabiają srebrem i złotem,         umacniają gwoździami i młotami, aby się nie chwiało. Są jak straszak na polu ogórkowym, nie mówią, trzeba je nosić, bo nie mogą chodzić. Nie bójcie się ich, bo nie mogą szkodzić, lecz nie mogą też nic dobrego uczynić.
            1 Piotra 4:2-4 Aby pozostały czas doczesnego życia poświęcić już nie ludzkim pożądliwościom, lecz woli Bożej. Dość bowiem, że w czasie minionym spełnialiście zachcianki pogańskie oddając się rozpuście, pożądliwości, pijaństwu, biesiadom, pijatykom i bezecnemu        bałwochwalstwu. Przy tym dziwią się temu, że wy nie schodzicie się razem z nimi na takie lekkomyślne rozpusty, i oczerniają was.
            1 Piotra 3:16 Miejcie sumienie czyste, aby ci, którzy zniesławiają dobre chrześcijańskie życie wasze, zostali zawstydzeni, że was spotwarzali.
         
         
         
         
                                                                                  Opracowanie Katarzyna Korczewska-Pietrus
         

        Bibliografia:
        Botheroyd Sylvia, Słownik Mitologii Celtyckiej, Wyd. „Książnica”, Katowice 1998.
        Ferenc Ewa, Polskie Tradycje Świąteczne, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 2000.
        Gierek Bożena, Celtowie, Wyd. Znak, Kraków 1998.
        Kostych Ryszard, Wspomnienia z Meksyku, Wyd. Fogra, Kraków 1993.
        Ogrodowska Barbara, Święta Polskie – Tradycja i Obyczaj, Alfa, Warszawa 2000.
        Piggott Stuart, Druidzi, Wyd. RTV, Warszawa 2000.
        Schlette Friedrich, Celtowie, Wyd. Łódzkie, Łódź 1987.
         
        Ponadto wykorzystano zasoby Internetu.
        Fragmenty Słowa Bożego z: Biblia, Nowy Przekład, Brytyjskie i
        Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1975.


            [1] Wg legendy Irlandczyk, Jack O-Lantern, po śmierci trafił za swoje pijaństwo do piekła, z     którego jednak wyrzucono go za oszukiwanie diabła. Szatan wyganiając go dał mu kawałek        żarzącego się węgla, który mężczyzna włożył do nie dojedzonej części swojej ogromnej         rzepy. Dzięki światłu z jarzynowej latarni Jack wyruszył na swoją nie kończącą się   wędrówkę w poszukiwaniu miejsca wiecznego zatracenia. Szkoci przywieźli tę tradycję do     Ameryki, gdzie rzepę, w której dotychczas rzeźbiono głowę Jacka O‑Lanterna, zastąpiła dynia.
      

Nabożeństwo